Jungian

Nieświadomość zbiorowa a indywidualna.

W perspektywie analitycznej ważne jest badanie historii życia jednostki. Badanie w którym momencie życia dany objaw się ujawnił, na jakie traumatyczne doświadczenia jest odpowiedzią. W tym sensie psychoanaliza może być traktowana jako dociekanie historii analizowanego, odkrywanie jej, przypominanie sobie, ujęcia jej w logiczne ramy, procesy, nadanie jej sensu. Kiedy czyta się podręczniki historii, zwykle obfitują one w róznego rodzaju wydarzenia i procesy o charakterze kryzysowym, które bada się wnikliwie, wskazując na ich znaczenie dla rozwoju państw czy społeczeństw. Jeśli badamy w sposób analityczny historię człowieka, chcemy poznać przyczyny dla których funkcjonuje on tak a nie inaczej, zwykle szukamy ich właśnie w wydarzeniach i procesach o charakterze kryzysowym, które pchnęły go w danym kierunku. Niegdyś historię miały tylko Państwa i ich władcy, w miarę rozwoju społeczno – ekonomicznego, historię może mieć każdy. O tym procesie pisze Andrzej Leder:

„przed XIX wiekiem historię czy genealogię mogły mieć tylko te grupy, rodziny czy jednostki, które dysponowały oficjalną, zwykle spisaną, historią. Ludzie prości historii nie mieli. W wieku XIX powieść okazała się formą narracyjną, pozwalającą opowiadać dzieje modelowego „każdego”. Ale dopiero wiek XX pozwolił naprawdę każdemu mieć historię, „romans rodzinny”1.

Niektórzy politycy i historycy idei twierdzą, że dorobek historyczny Państwa czy narodu składa się na jego tożsamość. Państwa powstałe niedawno, w sposób sztuczny, gdzie współistnieje wiele grup etnicznych mają na tym polu sporo problemów. Wystarczy wspomnieć o Stanach Zjednoczonych, gdzie ten problem został rozwiązany w sposób pozytywny, gdzie każdy, czy Azjata, czy Afrykańczyk, czy Europejczyk, czy wreszcie rdzenny Indianin czuje się autentycznym amerykaninem, który słysząc melodię hymnu natychmiast chwyta się za serce. Oczywiście nie jest to aż tak proste i ten proces, indywiduacji czy kształtowania się Narodu Amerykańskiego kosztował i kosztuje do dziś wiele przelanej krwi i wiele trudnych rozszczepiennych kryzysów z wojną secesyjną na czele. Tożsamość stanów zjednoczonych wydaje się być dziś silna i niezagrożona .

Negatywnym przykładem może być była Jugosławia, której tożsamość okazała się zbyt krucha by przetrwać kryzysy, doszło do rozpadu, do bolesnego chaosu, który sprawił, że wcześniej dobrze zorganizowane Państwo stoczyło się w odmęty krwawej walki przeciwstawnych kompleksów, wcześniej zgodnie współistniejących, doszło do wojny domowej, ujawniły się tendencje autoagresywne. Państwo nie przetrwało. Dopiero interwencja z zewnątrz w postaci sił stabilizacyjnych i mediacji, pozwoliła na to by po rozbiciu poszczególne części istniały jako osobne byty.

Te dwa przykłady pokazują siłę tożsamości jako gwarant utrzymania całości. Czy tożsamość Jugosławii była słabsza od tożsamości Stanów Zjednoczonych. Niekoniecznie, być może siła kryzysu była na tyle mocna a jego charakter trafił tam na podatny grunt.

Podobnie psychoanaliza, czy w ogóle szerzej psychoterapia na poziomie jednostkowym winna prowadzić do wzmocnienia tożsamości, wzmocnienia ego, doprowadzenia do procesów, w których różne sprzeczne części naszej osobowości zostają zespolone. Z perspektywy Jungowskiej możemy mówić o różnych kompleksach, które trudno ze sobą pogodzić, dodatkowo każdy z tych kompleksów ma swój cień. Niektóre kompleksy mogą być tłumione ze względu na wyparcie w wyniku traumy, bądź w wyniku procesów traumatogennych. Można mówić o pewnym ideale „nadczłowieka”, o którym pisał Nietsche – jeden z protoplastów myśli psychoanalitycznej w ogóle, w szczególności zaś myśli Jungowskiej. Nadczłowiek, u Nietschego – niczym Budda, udaje się do samotni, by w oderwaniu od bodźców budować siebie, przeżywa wiele kryzysów, by w końcu wyjść wzmocnionym, ale też mądrzejszym od innych, z pewną wyższością ale i goryczą spogląda na zwykłych zjadaczy chleba

Ciekawe, że sam Jung przeszedł podobną drogę, kiedy w momencie dużego kryzysu zamknął się w sobie, zrezygnował z życia publicznego, odizolował się, by potem ponownie zaangażować się w zewnętrzność. Podobną drogę zdaje się przechodzić analizant, w tym znaczeniu, ze prosces analityczny uruchamia często wiele przykrych uczuć, czy prawd o sobie, które trudno przyjąć, które rozbijają często pancerz obron i ten proces rozbicia może być bolesny, w zamyśle jednak wzmacnia tożsamość, wzmacnia ego i w tym sensie proces indywiduacji jest procesem rozwojowym, gdzie wzrasta ktoś kto jest bardziej świadomy samego siebie, swoich reakcji w stosunku do zewnętrzności ale i różnych impulsów z wewnątrz.

Analizant jednak ma ten przywilej, że ma nad sobą, czy też obok siebie (kiedy odczuwalność relacji skośnej zaczyna słabnąć) analityka. W tym sensie nie musi jak Budda, jak Nietsche, czy jak Jung sam w sobie szukać prawdy. Pewna instancja zewnętrzna (w założeniu bardziej świadoma) mu to ułatwia. Nie jest skazany na samotność. Różnego rodzaju badania czynników leczących w psychoterapii wskazują właśnie na relację, jako na czynnik najbardziej leczący. Nierzadko problematyka więzi jest w centrum uwagi analityka i nie chodzi tu tylko o więź w psychoterapii, ale o więź terapeutyzowanego z najwcześniejszymi obiektami z dzieciństwa, o więź z różnego rodzaju ważnymi ludźmi, o więź ze światem zewnętrznym ale i swoją wewnętrznością, z pogłębieniem więzi ze swoją podświadomością.

Co ciekawe, problematyka więzi, szczególnie więzi pomiędzy analitykiem a analizantem, była początkowo traktowana nieco po macoszemu, wiemy że Freud traktował początkowo przeciwprzeniesienie jako coś co zaburza relacje, co nie pozwala zachować należytego dystansu. Jung też szczególnie wiele nie pisał o relacji. Myślę, że żyli w czasach w których triumf świętował indywidualizm, który rodził się we wczesnokapitalistycznych coraz bogatszych społecznościach, które wychodziły z feudalnej wspólnotowości. Żyli w czasach w których problematyka antropologiczna była skupiona na egzystencjaliźmie, wspomniany wcześniej Nietsche ale też Sartre ze swoim credo: „egzystencja poprzedza esencję”, gdzie to co indywidualne staje niejako ponad tym co wspólnotowe. Ten stan rzeczy zmieniły diametralnie doświadczenia wojenne, zarówno w filozofii zaczęły pojawiać się nurty skupione na tym, że człowiek może osiągnąć swoją pełnie, swoją Sartrowską „esencję”, jedynie w odniesieniu do drugiego w odniesieniu do relacji. To myśl wspólna dla wielu filozofów, którzy doświadczyli wojny. Buber, Arendt, Levinas. Można powiedzieć, że była to filozofia dużo bardziej pokojowa, niż indywidualistyczny egzystencjalizm, wskazywała bowiem na to, że własną tożsamość można budować właśnie w odniesieniu do relacji, w odniesieniu do drugiego, czy też innego. Jest to więc punkt zwrotny w stosunku do Nietscheańskiej, czy Buddyjskiej filzofii, gdzie człowiek znajduje niejako prawdę w sobie drogą kontemplacji. Jest to inaczej niż w egzystencjaliżmie, gdzie człowiek swoją esencję może osiągnąć, wprawdzie żyjąc w społeczeństwie ale to społeczeństwo jest niejako tłem. Powojenni myśleciele, pomni dramatycznych wydarzeń zwracali uwagę, że istota człowieka może być budowana tylko w odniesieniu do innego, do drugiego, który jest niezbędny do jej tworzenia. W tym samym mniej więcej czasie swoje podwaliny budowała teoria relacji z obiektem, która wpisywała się w ten sam nurt, która wysforowała na czoło problematykę więzi w psychoterapii, która to problematyka wydaje się stanowić dziś główną oś wszelkich terapii psychodynamicznych.

Można zatem stwierdzić, że tożsamość buduje się na dwa sposoby, w odnieseieniu do swojego wewnętrznego świata z jednej strony i z uwagi na to w jaki sposób wchodzimy z tym wewnętrznym światem w relacje z innymi. Zdaje się, że to mniej więcej odpowiadać pojęciom ego i self. W tym sensie te dwie perspektywy łączą się ze sobą. W psychoanalizie rozważa się często jak różne wydarzenia z przeszłości wpływają na teraźniejszy obraz świata analizowanego. Podobnie jak w przypadku Stanów Zjednoczonych i Jugosławii, różne wcześniejsze wydarzenia mogły sprawić, że tożsamość sostaje zaburzona. Zaburzenie zaś jest wynikiem albo jednostkowego wydarzenia o charakterze traumatycznym albo ciągu czy zespołu takich wydarzeń. Donald Kalsched opisuje w jaki sposób doświadczenia traumatyczne mają wpływ na rozwój człowieka. Zwraca uwagę na to że wszyscy posiadamy system samoobrony psychicznej „self care system”. Jest to system na wzór układu immunologicznego, z tą różnicą że odnosi się do do sfery psychicznej. Osoba doświadczająca jednostkowej bądź kumulacyjnej traumy, w zależności od swojej wrażliwości, może w sposób nieświadomy tak pokierować tym system, że przez dalszą część życia staje się on większym przekleństwem niż sama trauma, która miała wpływ na jego wytworzenie. W odniesieniu do traumy pełni on zdaniem Kalscheda cztery podstawowe funkcje:

Hermeneutyczną, dzięki której pewien zewnętrzny chaos i brak znaczenia, można uporządkować i przetransformować w umyśle jako coś dobrego i porządanego.

Interpersonalną, blokuje ekspresje self, sprawia wrażenie, że wiele bądź wszystkie rzeczy dzieją się za sprawą osoby nim owłądniętej, prowadzi do zaprzecznia własnym potrzebom, jak choćby potrzeba zależności, czy zaprzeczenia uczuciom jak uczucie złości czy słabości.

Funkcję regulującą self, gdzie poprzez mechanizm dysocjacji można odseparować od self uczucia afekty czy wyobrażenia, które podczas traumy były nie do zniesienia a potem jako, że są zdysocjowane, osoba w trudnych i niebezpiecznych dla niej sytuacjach, może mieć trudność w rozumieniu ich i bronieniu się przed nimi, jako że są one dla niej nieobecne, jakby odłączone.

Funkcję ochraniającą self: Uzależnienia, różne kompulsje, czy systemy myślenia życzeniowego, pozwalają odciąć się od cierpienia i nieznośnych uczuć i poczuć się przez to lepiej. Jednak znów same w sobie te rzeczy wpływają na wzrost cierpienia i braku możliwości samorealizacji.

W ten sposób podobnie jak w przypadku zbiorowości czyli opisanych wcześniej państw, również na poziomie indywidualnym pewien sztuczny system ochronny, może stać się przekleństwem, które prowadzi do autodestrukcji. Psychoterapia analityczna, może w procesie indywiduacji wpłynąć na to by proces indywiduacji nastąpił, pomóc dotrzeć do traum albo jeśli się nie da to pomóc w naprawieniu tego systemu samoobrony, by raczej bronił analizanta przed cierpieniem a nie przyczyniał się do jego wzrostu. W tym sensie psychoterapia analityczna poprzez wzrost jednostek ku samoświadomości może przyczynić się do lepszego funkcjonowania społeczeństw, grup etniczsnych i Państw, choćby w tym znaczeniu, że próbując naprawić świat należy zacząć od samego siebie. Jest to oczywiście wizja nieco albo całkiem utopijna ale wizja dzięki której system samobrony pozwala się rozwijać osobie w kierunku zaznaczonym przez Freuda, gdzie zdrowa miłość i praca są gwarantami szczęścia.

 

1 Andrzej Leder: Miejsce psychoanalizy w kulturze współczesnej. http://www.kronos.org.pl/index.php?23275,376